piątek, 29 grudnia 2017

Spacerkiem przez 2017 rok...

Dzień dobry drogi Gościu.
Jak zauważyłeś ostatnio milczałam dość długo. Postanowiłam jednak wpaść tutaj na koniec roku i podsumować go jak należy. Ten rok był dla mnie pełen złych momentów. Na pewno ciężko doszukać się w nim pozytywów. Mimo wszystko je znalazłam.
Nie opowiem Tobie wszystkich kotłujących się w mojej głowie myśli, kiedy mam przed sobą kartkę z napisem ‘2017 rok’. Nawet moi bliscy nie wiedzą o wszystkich.

Opowiem jednak o pięknie. O kolorach, o tańcu, o spacerach w deszczu, o łapaniu chwil.

KOLORY
Kolor czarny. Mój ulubiony od kiedy zobaczyłam czarne glany na stopach mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Nie noszę go często, ale zawsze czuję się w nim wyjątkowo. W tym roku jednak wyjmując z szafy czarne stroje... płakałam. Nie będziemy już wspólnie biegać, tańczyć, śmiać się czy pić trunki dla dorosłych w przedwojennej kuchni. Nie będziemy wspólnie tworzyć nowych wspomnień... . W tym całym przygnębiającym czasie zobaczyłam jednak coś pięknego. Gdy emocje opadły, pojawiły się na twarzach nieśmiałe uśmiechy. Odwzajemniałam je, dzięki czemu miałam okazję porozmawiać z ludźmi, których od dawna nie widziałam.
 
TANIEC
W tym roku tańczyłam dużo, w przeróżnych miejscach, z cudownymi ludźmi. Odkryłam, jak taniec uspokaja, pozwala zapominać o problemach. Gdy byłam mała był moją odskocznią. Teraz znów się stał.

SPACERY W DESZCZU
Spacer w deszczu z osobą, przy której okazałam się roześmianą gadułą mimo, że nic o sobie praktycznie nie wiedzieliśmy był czymś co zapamiętam na długo. I rodzina chyba też, bo uśmiech z twarzy nie schodził mi długo, a pozytywnymi emocjami zarażałam innych.

ŁAPANIE CHWIL
Ten rok był pełen spontanów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Podróżowałam sporo jak na mnie, robiąc zdjęcia w różnych miejscach różnym ludziom. Potrafiłam wstać rano z myślą, że zostanę w piżamie do końca dnia, a wieczorem balowałam już w najlepsze z ludźmi, którzy naprawdę chcieli ze mną spędzić czas. Pamiętaj drogi gościu, że jeśli otaczasz się ludźmi, którzy nie ciągną cię w dół, a przy których rozkwitasz, zobaczysz ile jesteś w stanie zdziałać, kiedy będziesz mógł liczyć na ich pomoc nawet, gdy zadzwonisz z płaczem w środku nocy. I co ważne... oni też będą mogli na ciebie liczyć. To idzie zawsze w dwie strony, o czym często się zapomina.


W tym roku przeszłam zmianę. Wewnętrzną. Podejmowałam ciężkie decyzje, zakończyłam toksyczne relacje, upadałam, wstawałam i zaliczałam znowu glebę. Jednak wychodzę z założenia, że nic nie dzieje się przypadkiem. Ze wszystkiego wyciągam lekcje i chociaż popełniam błędy i będę je popełniać to idę własną ścieżką, nie tą narzuconą przez innych. Wam też tego życzę. Własnej drogi. Inni idą już swoją. Nie można iść kilkoma na raz ;)


***

Lia prezentuje tu nowe sukieneczki, które można kupić na etsy:

poniedziałek, 25 września 2017

Mały głupiutki miś


Dzień dobry drogi Gościu. 
Czy u ciebie też jest tak zimno? Zapraszam. Rozgrzej się przy kominku, a ja trochę poopowiadam. Krótko niestety, bo przez chorobę, która mnie dopadła ostatnio, bardzo ciężko mi się oddycha i z mówieniem mam problem.
Lia pojawiła się w moim życiu zimową porą. Kiedy zima była jeszcze zimą, a nie zbiorowiskiem błota. Dlatego nie dziwnym będzie się wydawać to, że pierwszym  co dla niej powstało była właśnie czapka. Mutti ma manię wkładania na głowy dzieci czapek i obwiązywania ich szyi szalikami (sama wielokrotnie ściągałam - wciśniętą przez nią na głowę - czapkę z chwilą wejścia do autobusu). Więc i Lii się nie upiekło. Jednak w porównaniu do mnie, jej w czapkach jest po prostu przeuroczo i sama ją w nich uwielbiam! Dziś Lia prezentuje misiowy komplecik. Czyż w połączeniu z jej rudawą czupryną nie wygląda on przesłodko?





Tak grzecznie na koniec zaprosimy was również do naszego sklepu, w którym od niedawna pojawiły się produkty dla dyniogłówek: